Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
redshadow
22:00

Czas. 

Odjeżdżam od mamy. Weekend mignął, błysnął i gaśnie.
Opuszczam dom wytulona, stęskniona na zapas i z głową pełną obowiązków przyszłotygodniowych. 

Nie chcę tego. Czy zgodzicie się ze mną, że kiedyś co któryś dzień był pełen rodziny, relaksu, promieni słonecznych smykających się leniwie po twarzy, pysznego ciasta i kawy. Błogość.

Dzisiaj jest natłokiem. Myśli, decyzji, spraw do odhaczenia. Nieskończoność. Niedoczas. Niechęć.

Dziewczyno musisz zachować jędrność ciała i mózgu. Jedz te witaminy, mikro i makra, żyj aktywnie, oby nic nie zwisało i nie wiotczało. Rozwiń się w końcu. Spełnij zawodowo - chyba już i tak za późno? Miej piękny dom z wielkimi oknami, rumiane dzieci tryskające dobrym obyciem. Kota, psa, chomika - rasowego. Nie ceń bylejakości. 
Pokój do pracy, pokój do życia, pokój piękności. Intelekt, technika, organizacja. Bądź wrażliwa na cudne poranki, a w pracy twarda jak skała.
Nadążaj, ja Ciebie proszę na miłość boską, abyś mi z tyłu nie została. Wstyd.

Pierdolę powyższe. Dostałam do głowy i boję się codzienności. Boję się natłoku. Boję się, że nie zdążę, że mnie zdepną, że uduszę się, że wszyscy wezmą co najlepsze, że nic nie zostanie.

Boję się, że żyję niewłaściwie. A jak trzeba?

— "Kobieca czytelnia"
Reposted fromMsChocolate MsChocolate viawiolus wiolus

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl